Wybraliśmy się na półdniową wycieczkę do DMZ – strefy zdemilitaryzowanej oddzielającej Koreę Południową od Korei Północnej. Dzień zaczął się dość wcześnie, bo już o 7:00 rano spod hotelu odebrał nas minivan, którym dojechaliśmy do centrum Seulu. Tam przesiedliśmy się do większego autobusu i ruszyliśmy w kierunku granicy. Sam przejazd z Seulu w okolice DMZ zajmuje mniej więcej godzinę. Musieliśmy mieć paszporty, które były sprawdzane przez żołnierzy podczas wjazdu do tej strefy.
Już podczas jazdy nasza przewodniczka zrobiła nam krótkie wprowadzenie do historii Korei. Opowiedziała m.in. o wielowiekowym okresie dynastii Joseon, która rządziła Koreą od 1392 roku, następnie o przejęciu kontroli nad krajem przez Japonię i formalnej aneksji Korei w 1910 roku. Japońskie panowanie trwało do zakończenia II wojny światowej w 1945 roku. Po kapitulacji Japonii północna część półwyspu znalazła się w sowieckiej strefie wpływów, a południowa – amerykańskiej. Z czasem doprowadziło to do powstania dwóch odrębnych państw, a następnie do bratobójczej wojny koreańskiej w latach 1950–1953. Wojna zakończyła się nie traktatem pokojowym, lecz rozejmem, a wzdłuż linii frontu utworzono istniejącą do dziś strefę zdemilitaryzowaną. Ma około 4 km szerokości i 238–250 km długości. Formalnie obie Kore są dalej w stanie wojny.
Pierwszym ważniejszym przystankiem był Imjingak Park, położony zaledwie kilka kilometrów od granicy. To miejsce jest jednocześnie atrakcją turystyczną, miejscem pamięci i symbolem podziału Korei. Znajdują się tu pomniki, tablice pamiątkowe oraz instalacje związane z wojną koreańską i rodzinami rozdzielonymi po podziale półwyspu. Znajduje się tu Freedom Bridge – Most Wolności. Swoją nazwę zawdzięcza jeńcom wojennym, którzy po zakończeniu walk przekraczali go, wracając z północy na południe. Dzisiaj jest jednym z najbardziej symbolicznych miejsc w tej części Korei.




Jednym z najciekawszych punktów programu był Third Infiltration Tunnel – Trzeci Tunel Infiltracyjny. Został odkryty w 1978 roku i jest jednym z kilku tuneli wykopanych pod strefą DMZ od strony Korei Północnej. Według strony południowokoreańskiej miał umożliwić szybkie przerzucenie żołnierzy na południe. Można zejść jego fragmentem pod ziemię i zobaczyć na własne oczy, jak blisko obu Korei przebiegała potencjalna droga infiltracji. Samo zejście nie jest szczególnie trudne, ale powrót stromym korytarzem potrafi już trochę zmęczyć. Obejrzeliśmy tu też krótki film zawierający historię tuneli, powstania strefy zdemilitaryzowanej oraz wydarzeń związanych z konfliktem pomiędzy obiema Koreami. Tunele kopane przez Koreę Północną mają nawet po 150km długości! Ciekawostka: tunel, który zwiedzaliśmy był pomalowany na czarno, żeby udawał… kopalnię węgla. Są też podejrzenia, że podobnych tuneli może być dużo więcej, ale pozostają nieodkryte.

Kolejnym przystankiem było Dora Observatory. To jeden z najbardziej niezwykłych punktów całej wycieczki, ponieważ z tarasu obserwacyjnego można patrzeć już bezpośrednio na terytorium Korei Północnej. Przy dobrej pogodzie przez lornetki widać tereny po północnej stronie granicy, zabudowania oraz fragment silnie strzeżonego pasa oddzielającego oba państwa. Ciekawostką były „zawody w zrobienie najwyższej flagi” po obu stronach granicy. Kora Południowa postawiła masz na flagę o wysokości 100m, a Korea Północna wyższy – 160m. Było je obie widać z punktu obserwacyjnego.

Po drodze przejeżdżaliśmy także obok Unification Village – Wioski Zjednoczenia, jednej z nielicznych zamieszkanych miejscowości znajdujących się wewnątrz silnie kontrolowanego obszaru w pobliżu DMZ. Mogliśmy tu zrobić zakupy w markecie z lokalnymi produktami.
Cała wycieczka pozwoliła nie tylko zobaczyć samą granicę, ale przede wszystkim lepiej zrozumieć, jak bardzo podział Korei jest nadal żywą historią. Z Seulu można przyjechać tutaj w około godzinę, a nagle znajduje się człowiek w miejscu, gdzie konsekwencje wydarzeń sprzed ponad 70 lat są widoczne praktycznie na każdym kroku. Wycieczka była naprawdę dobrze zorganizowana. W każdym miejscu mieliśmy precyzyjnie określony czas na zwiedzanie i, co ważne, było go dokładnie tyle, ile potrzeba. Nie było ani długiego czekania, ani biegania w pośpiechu od punktu do punktu. Z wycieczki mam bardzo mało zdjęć, ponieważ w większości miejsc nie wolno było ich robić. Teren wojskowy…
Do Seulu wróciliśmy dokładnie zgodnie z planem, o 13:30. Poszliśmy na obiad, ja zamówiłem jakąś dziwną, koreańską zupę i po 15 usiedliśmy do pracy, już w naszym hotelu.

Nie był to najlepszy dzień, ponieważ złapało mnie jakieś przeziębienie i od samego rana byłem mocno osłabiony. No nic, będzie lepiej.
P.S.
Wczoraj zapomniałem dodać, że w naszym pokoju jest na wyposażeniu… gramofon. Natomiast okno otwierane jest elektrycznie przyciskiem ukrytym w skrzynce w ścianie. Ot takie osobliwości Korei.
Discover more from Piotrkowe Wyprawy
Subscribe to get the latest posts sent to your email.

Brak komentarzy