Wstaliśmy z rana jak zwykle koło ósmej, zrobiliśmy sobie śniadanko w hotelu, tym razem w formie takiego à la bufetu, bez robienia jajecznicy, i zaczęliśmy szykować się do kolejnego dnia. Za oknem zaczęło mocno padać. No ale plan to plan, więc nie było żadnego odpuszczania i trzeba było ruszać. Maciek przyjechał do nas z bagażami, zostawił rzeczy w naszym hotelu…






