Dzisiaj ponownie zaczęliśmy dość wcześnie, bo około 7:00 rano. Na początek zeszliśmy na śniadanie, które tym razem dostaliśmy za darmo, prawdopodobnie w ramach podniesienia standardu naszego pobytu – przynajmniej tak zrozumieliśmy.
Samo śniadanie było dość ciekawe, bo jajecznicę trzeba było zrobić sobie samemu. Przygotowane były dwie małe kuchenki gazowe, patelnie i jajka. Poza tym bufet był raczej niewielki i zdecydowanie nastawiony na koreańskie gusta: jakaś zupa, kimchi, ryż i kilka innych lokalnych dodatków. Dla mnie wybór był więc dość ograniczony. Skończyło się na jajecznicy z ryżem i tostami, później jeszcze toście z dżemem i płatkach z mlekiem. W każdym razie głodni nie wyszliśmy.


Po śniadaniu spakowaliśmy się i ruszyliśmy na dworzec kolejowy. Był oddalony od naszego hotelu o zaledwie 10 minut spacerem. Właśnie dlatego wybraliśmy nocleg w tej części Gangneung. Nie trzeba było rano kombinować z autobusami czy taksówkami i mogliśmy spokojnie dojść na pociąg pieszo.

O 9:36 wyruszyliśmy pociągiem z Gangneung do Gyeongju. Podróż trwała niecałe trzy godziny. Ta linia jest zresztą stosunkowo nowa i prowadzi wzdłuż wschodniej części Korei aż w kierunku Busanu. Pociąg był naprawdę szybki. Z ciekawości sprawdzałem prędkość i w pewnym momencie jechaliśmy około 200 km/h, a zapewne miejscami jeszcze szybciej. W ciągu trzech godzin pokonaliśmy około 260 kilometrów i przenieśliśmy się z górzystej północy znacznie bardziej na południe kraju.

Po przyjeździe do Gyeongju najpierw ruszyliśmy w stronę hotelu, a później poszliśmy coś zjeść na Hwangnidan-gil. To właściwie turystyczne centrum miasta – długa ulica i otaczające ją uliczki pełne restauracji, kawiarni, małych sklepów i tradycyjnych koreańskich budynków. Wiele starych domów zostało tutaj przerobionych na modne knajpki i kawiarnie.

Na pierwszy rzut oka Gyeongju wygląda zupełnie inaczej niż odwiedzane wcześniej miasta. Jest zdecydowanie niższe, spokojniejsze.
Po obiedzie wróciliśmy bowiem do pokoju i na tym właściwie skończyła się turystyczna część dnia. Trzeba było popracować. Rozłożyliśmy laptopy i pracowaliśmy praktycznie aż do późnego wieczora.


Dzisiejszy nocleg jest zdecydowanie niższego standardu. Są małe okna, słabo działająca klima, średnia łazienka.
W ramach przerwy poszliśmy na kolację. Tym razem, trochę dla odmiany od kuchni koreańskiej, znaleźliśmy tajską restaurację. Po kilku dniach kombinowania z koreańskimi potrawami i szukania czegoś bez mięsa dobrze było zjeść coś bardziej znajomego.


Discover more from Piotrkowe Wyprawy
Subscribe to get the latest posts sent to your email.

Brak komentarzy