2.10 Busan – świątynia nad morzem i kolejka wzdłuż wybrzeża

2026 Korea - Tajwan - Chiny By paź 03, 2026 Brak komentarzy

Dzień zaczęliśmy podobnie jak poprzedni – od śniadania, które znowu musieliśmy przygotować sobie sami. Później spakowaliśmy rzeczy, wymeldowaliśmy się i taksówką pojechaliśmy do kolejnego miejsca noclegowego, tym razem kilka kilometrów od wybrzeża. Niestety trafiliśmy akurat na długi weekend i znalezienie czegoś sensownego w Busan okazało się sporym wyzwaniem. W efekcie obecny nocleg był chyba najdroższy ze wszystkich naszych dotychczasowych w Korei, a warunki były co najwyżej przeciętne. Do tego nie jest to nawet hotel, tylko motel, który od początku zaczął nas zaskakiwać.

Pierwszą niespodzianką była godzina zameldowania – 17:00. Chyba pierwszy raz w życiu spotkałem się z miejscem, gdzie można dostać pokój dopiero tak późno. Pan na recepcji nie mówił ani słowa po angielsku, co jednak zupełnie mu nie przeszkadzało w prowadzeniu z nami rozmowy. Po prostu mówił do nas głośno i wyraźnie po koreańsku, najwyraźniej licząc na to, że w ten sposób wszystko stanie się jasne.

Zostawiliśmy więc bagaże i ruszyliśmy na zwiedzanie. Tym razem naszym celem była wschodnia część Busan i Haedong Yonggungsa, jedna z najbardziej znanych świątyń w mieście. Najpierw pojechaliśmy metrem, a później mieliśmy przesiąść się do autobusu. Ten jednak podjechał tak przepełniony, że nawet się do niego nie zmieściliśmy, więc ostatecznie dalszą drogę pokonaliśmy taksówką. Haedong Yonggungsa wyróżnia się przede wszystkim położeniem. Większość koreańskich świątyń buddyjskich budowano w górach, a ta stoi bezpośrednio nad morzem, na skalistym wybrzeżu. Jej początki sięgają 1376 roku i okresu dynastii Goryeo, choć później została zniszczona i odbudowana w XX wieku.

Haedong Yonggungsa

I rzeczywiście wygląda bardzo efektownie – kolorowe budynki świątynne, skały i morze tworzą razem świetny krajobraz. Przy wejściu znaleźliśmy nawet napis sugerujący, że jest to najpiękniejsza świątynia w Korei. Czy faktycznie? Trudno powiedzieć, ale położenie zdecydowanie robi wrażenie. Trochę gorzej było z atmosferą, bo tego dnia zwiedzających były prawdziwe tłumy.

Po obejściu kompleksu wzięliśmy kolejną taksówkę i pojechaliśmy w stronę Songjeong Beach – oraz znajdującego się przy niej Haeundae Blueline Park.

Songjeong Beach

Najpierw zatrzymaliśmy się na kawę i deser z widokiem na morze. Sama Songjeong Beach bardzo nam się spodobała. Jest szeroka, ładna i sprawiała wrażenie znacznie spokojniejszej niż okolice Gwangalli, gdzie mieszkaliśmy wcześniej. Później poszliśmy na stację turystycznej kolejki Haeundae Beach Train. Jej trasa ma około 4,8 kilometra i prowadzi wzdłuż wybrzeża pomiędzy Songjeong a Mipo, przez Cheongsapo i kilka punktów widokowych. Kupiliśmy bilety pozwalające dwukrotnie wsiąść do pociągu i ruszyliśmy w stronę centrum Busan.

Za pierwszym razem wysiedliśmy przy Cheongsapo Daritdol Skywalk. To charakterystyczny pomost widokowy wychodzący nad morze, częściowo ze szklaną podłogą. Niby konstrukcja bardzo prosta, ale efekt jest naprawdę fajny. Tego dnia dość mocno wiało, co na pomoście wystającym nad wodę dodatkowo wzmacniało wrażenia.

Stamtąd przeszliśmy pieszo do Cheongsapo, gdzie znajduje się kolejna stacja Blueline Park. Wsiedliśmy do pociągu po raz drugi i pojechaliśmy już do końca trasy, czyli do Mipo. To właśnie ta stacja znajduje się przy Haeundae Beach – formalnie więc kolejka nie kończy się na samej plaży Haeundae, tylko na Mipo.

Stamtąd wsiedliśmy w autobus i pojechaliśmy do naszego nowego motelu. Na miejscu byliśmy około 15:00, więc przez Google Translate zapytaliśmy pana z recepcji, czy może jednak pokój jest już gotowy. Odpowiedź była jednoznaczna:

– Check-in 17:00.

A właściwie zapewne koreański odpowiednik tego zdania. Pogodziliśmy się więc z sytuacją i zaczęliśmy trochę przepakowywać rzeczy w recepcji. Po chwili pan jednak nas zawołał i… wręczył nam kartę do pokoju. Okazało się więc, że pokój jest gotowy i jednak możemy się zameldować dwie godziny wcześniej. Korea po raz kolejny okazała się miejscem, w którym czasami trudno przewidzieć rozwój wydarzeń.

W prawym rogu pokoju jest malutkie okno. Bez żadnego widoku
Niby wanna, ale po środku prysznic, który leje na całą łazienkę.

Nie mogliśmy jednak długo cieszyć się pokojem, bo czekała na nas praca. Zabraliśmy laptopy i poszliśmy do pobliskiej kawiarni, gdzie spędziliśmy następnych kilka godzin.

Po pracy pojechałem jeszcze do chyba jedynej sensownej restauracji wegetariańskiej w naszej okolicy, a później do dużego supermarketu zrobić zakupy.

I tak skończył się kolejny dzień w Busan – trochę świątyń, trochę morza, trochę turystycznej kolejki, sporo przemieszczania się i na koniec, jak zwykle w tygodniu, kilka godzin przed laptopem.

CIEKAWOSTKI

  • Przy plażach znajdują się… kompresory i takie pistolety psikające sprężonym powietrzem, aby pozbyć się piasku z ciała. Pomysłowe? Pomysłowe. Witamy w Korei.
  • BARDZO irytujący jest brak koszy na śmieci na ulicach. Praktycznie tak samo, jak w Japonii. Trzeba nosić śmieci w rękach kilometrami.
  • Nie pamiętam, czy już pisałem o tym, ale super jest system biletów w komunikacji miejskiej. Na jednym bilecie można przesiadać się pomiędzy różnymi środkami transportu, aż przejedzie się z punktu początkowego do punktu docelowego. Nie jest to bilet ani czasowy, ani jednoprzejazdowy, jak to ma miejsce w Polsce.


Discover more from Piotrkowe Wyprawy

Subscribe to get the latest posts sent to your email.

Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *