3.10 Busan – spacer wzdłuż wybrzeża, koncert i drony

2026 Korea - Tajwan - Chiny By paź 04, 2026 1 Komentarz

Kolejny dzień w Busan zaczęliśmy od śniadania. Tym razem znaleźliśmy niedaleko nas piekarnię w trochę francuskim stylu i jak na tutejsze warunki było to chyba jedno z lepszych śniadań, jakie udało nam się zjeść w Korei. Z wyborem śniadań cały czas nie jest tutaj łatwo, przynajmniej jeśli szuka się czegoś w naszym europejskim rozumieniu tego słowa.

Po śniadaniu ruszyliśmy komunikacją miejską na drugi koniec miasta, do Oryukdo Skywalk. Sam dojazd zajął nam ponad godzinę. Skywalk to niewielka, podkowiasta platforma z przezroczystą podłogą, zbudowana na skraju około 35-metrowego klifu. Pod stopami widać skały i rozbijające się o nie fale, więc przy dobrej pogodzie można sobie zafundować trochę dodatkowych emocji.

Tyle że nam nie było to dane. Na miejscu okazało się, że wejście jest zamknięte. Wiał rzeczywiście bardzo silny wiatr i właśnie przy takich warunkach obiekt może zostać wyłączony z użytkowania.  Po ponad godzinie jazdy trochę szkoda, ale przynajmniej nie przyjechaliśmy tutaj tylko dla samego Skywalku.

W tym samym miejscu zaczyna się bowiem Igidae Coastal Walk, czyli nadmorska trasa prowadząca wzdłuż skalistego wybrzeża. Całość ma około czterech kilometrów i zajęła nam mniej więcej dwie–trzy godziny.

Idzie się praktycznie cały czas blisko morza, momentami po drewnianych pomostach i schodach przyklejonych do zbocza. Co chwilę trochę do góry, potem znowu w dół, więc choć nie jest to żadna trudna górska trasa, po pewnym czasie nogi zaczynają ją odczuwać. Po drodze są za to bardzo ładne widoki na morze, klify i różne formacje skalne. Ogólnie bardzo przyjemny spacer i chyba jedna z fajniejszych rzeczy, jakie robiliśmy w Busan.

Pod koniec trasy pojawił się też dobrze nam już znany Gwangan Bridge, tylko tym razem oglądany z zupełnie innej perspektywy.

Po dojściu do końca nie mieliśmy już ochoty tracić kolejnej godziny na autobusy, więc zamówiliśmy taksówkę i pojechaliśmy do trzeciego punktu dnia – Huinnyeoul Culture Village.

Najpierw jednak był obiad, a później obowiązkowo kawa. Trafiliśmy do kawiarni z tarasem na dachu i kolejnym widokiem na morze, więc można było chwilę odpocząć po wcześniejszym spacerze.


Sama Huinnyeoul Culture Village powstała na zboczu wyspy Yeongdo. Po wojnie koreańskiej osiedlali się tutaj uchodźcy i przez lata była to raczej biedna, gęsto zabudowana dzielnica. W 2011 roku rozpoczęto projekt rewitalizacji i stare domy oraz wąskie uliczki zaczęły stopniowo zmieniać się w pracownie, galerie, małe sklepiki i kawiarnie. Dzisiaj miejsce bywa nawet nazywane „koreańskim Santorini”. Do uroku greckl

Przeszliśmy się więc między domkami i wąskimi uliczkami, co jakiś czas zatrzymując się na punktach widokowych. Miejsce nie jest duże, ale położenie na stromym zboczu tuż nad morzem zdecydowanie robi klimat.


Stamtąd pojechaliśmy jeszcze do jednego z najbardziej znanych miejsc Busan – Jagalchi Market. To ogromny targ rybny, pełen akwariów i zbiorników z żywymi rybami, krabami, ośmiornicami i wszelkimi innymi stworzeniami morskimi. Obok oczywiście całe mnóstwo restauracji, w których można od razu zamówić świeże ryby i owoce morza.


Po tym, co zobaczyliśmy na targu, nam akurat trochę przeszła ochota na ich jedzenie.

Kilka minut dalej znajduje się BIFF Square, czyli okolica związana z odbywającym się w Busan międzynarodowym festiwalem filmowym. Dzisiaj jest to przede wszystkim bardzo ruchliwy obszar handlowy z ulicznym jedzeniem, sklepami i mnóstwem ludzi. Pokręciliśmy się trochę po okolicy, kupiliśmy kilka pamiątek i wróciliśmy do hotelu, żeby odpocząć i przebrać się przed wieczorem.

W drodze do hotelu zagadał do nas Koreańczyk, który znał polski! Zaczął pisać po polsku w notesiku i nam pokazywać. Wymieniał znanych Polaków, jak Szymborka czy Lutosławski. Mówił, że uczy się wielu europejskich języków. A zawodowo jest naukowcem.

Na 19:00 pojechaliśmy do Busan Citizens Park na plenerowy Classic Park Concert 2026. Na wielkim trawniku siedziały tysiące osób – część na kocach i matach, część po prostu na trawie – a na scenie występowała KBS Symphony Orchestra pod batutą Chung Myung-Whuna, z pianistą Kim Saehyunem. Wstęp był bezpłatny, więc atmosfera przypominała trochę wielki piknik połączony z koncertem muzyki klasycznej.

Bardzo fajne doświadczenie. Muzyka klasyczna, wielka orkiestra, ciepły wieczór i ogromny park pełen ludzi siedzących na trawie – zdecydowanie nie jest to forma koncertu, z którą najczęściej kojarzy się filharmonia.

Z koncertu ruszyliśmy znowu na Gwangalli Beach, bo o 21:00 zaczynał się kolejny punkt programu – słynny Gwangalli M Drone Light Show. I tutaj naprawdę było na co popatrzeć. Nad plażą wystartowało jednocześnie 1100 dronów, które tworzyły na niebie ogromne, zmieniające się obrazy. Całość odbywa się na tle podświetlonego Gwangan Bridge, co tylko wzmacnia efekt. Pokaz trwa około 12 minut i jest organizowany w każdą sobotę. Od października do lutego są dwa pokazy – o 19:00 i 21:00. Ludzi oczywiście znowu były tłumy, ale zdecydowanie było warto!

Na tym mój dzień jeszcze się nie skończył. Po pokazie pojechałem do Seomyeon, jednej z najbardziej imprezowych części Busan. Ulice pełne są tam restauracji, barów, kawiarni i klubów, a szczególnie w weekend okolica żyje do późnej nocy. Znalazłem nawet imprezę latino z salsą i bachatą, ale wstęp kosztował w przeliczeniu ponad 70 złotych, więc odpuściłem. Zamiast tego przeszedłem się jeszcze po uliczkach pełnych barów i klubów i dopiero później wróciłem do hotelu.



Kilka kolejnych koreańskich ciekawostek:

– Tu wszedzie jest daleko. Niemal każdy z przejazdów komunikacją miejską trwał 40-60 min. Autobusów jest dużo, jest kilka linii metra/kolejek, a i tak transport trwa długo. Aplikacja do szukania połączeń też nie jest najlepiej zrobiona.

– Woda w restauracjach. W praktycznie wszystkich miejscach, w których jedliśmy, woda była dostępna za darmo. Często razem z zamówieniem dostaje się też kilka małych koreańskich dodatków, czyli banchan – na przykład kimchi, marynowane warzywa czy inne drobne przekąski. Bardzo przyjemny zwyczaj.

– Śniadania. Z naszej perspektywy Korea zdecydowanie nie jest krajem klasycznych śniadań. Znalezienie rano kawiarni albo restauracji oferującej jajka, pieczywo, kanapki czy inne rzeczy, które Europejczyk kojarzy ze śniadaniem, potrafi być zaskakująco trudne.


– Kawiarnie potrafią być pełne nawet około 20:00 czy 21:00. Koreańczycy siedzą przy kawie zdecydowanie później, niż jesteśmy do tego przyzwyczajeni w Polsce. Tutaj wielka kawiarnia otwarta do późnego wieczora nie jest niczym szczególnym.

– I jeszcze jedna rzecz, która cały czas nas bawi – psy w wózkach. W Busan bardzo często widzimy ludzi spacerujących z wózkami wyglądającymi niemal dokładnie jak dziecięce, tylko że w środku zamiast dziecka siedzi pies. Czasem jeden, czasem nawet dwa. W Polsce nadal jest to widok raczej nietypowy, tutaj nikogo specjalnie nie dziwi.


Discover more from Piotrkowe Wyprawy

Subscribe to get the latest posts sent to your email.

1 Komentarz

  1. Magda pisze:

    Ciekawostki są super. Bardzo podoba mi się ta o pieskach w wózkach.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *